• Wpisów:249
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis:286 dni temu
  • Licznik odwiedzin:32 825 / 1967 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Znowu nie wyrobiłam się na czas, znowu nie odebrałam, znowu się spóźniłam, znowu zawiniłam, znowu zapomniałam, znowu zignorowałam, znowu byłam smutna, znowu byłam niemiła, znowu...
No cóż. Nie jestem idealna. Taką jestem osobą. Człowiek popełnia błędy.
Robię wiele? Gówno robię. Bywam tam i sram.
Chcę ze wszystkim nadążać, ale jednak się za mało staram.
Niby jestem taka fajna? Może tak, a może nie. Chciałabym. Dużo chcę.
Powinnam więcej z siebie dawać. Lecz nie muszę. Nic nie muszę. Po prostu takie postawiłam sobie wymagania.
Patrzysz i widzisz. Widzisz i dostrzegasz. Dostrzegasz i oceniasz...Lepiej by doceniać. Doceniać to co się ma, doceniać to czego się nie ma. Doceniać tych, których spotykasz, doceniać to co się Tobie przydarza. Bo każdy ma fajne życie, tylko trzeba brać z niego jak najwięcej i się nie bać. Nie bać tego co powiedzą inni, nie bać tego co pomyśli rodzina, nie bać, a działać- sięgać po marzenia.
Sama jak palec? Sama bo bez drugiej połówki? To takie sprzeczne. Pokochaj siebie, bądź niezależna, a On sam się znajdzie. Tylko często takie niezależne odstraszają, bo jeśli sobie tak pięknie dają radę same, to po co im miłość? Do czego? Sama o siebie zadba, więc facet nie jest potrzebny. Tym bardziej, że faceci są niedomyślni. Oni nie zrozumieją, że dziewczyna, która żyje na zasadzie samowystarczalności, tak na prawdę pragnie drugiej połówki i płacze po nocach przy lampce wina od samotności.
I jak tu żyć?
Wszyscy wiedzą lepiej od Ciebie. A ty masz jakieś ideały. Mówią bądź sobą. Mówią bądź lepsza. Mówią bądź inna. Mówią nie bądź taka jak inni. Mówią myśl sama.
Rób to co lubisz. Słuchaj swego serca i rozumu. Słuchaj siebie. Kochaj siebie. Dbaj o siebie. Przyzwyczaj się do siebie, bo to właśnie Ty będziesz ze sobą do końca.
Brak puenty. Po prostu myśl.

xoxo
Ramta






 

 
Szok i niedowierzanie, minął prawie miesiąc od mojego ostatniego wpisu. Przepraszam ja was bardzo. Marzec jest dla mnie trudnym okresem. Przyznaję się bez bicia, że nie potrafię wywiązać się z wielu obowiązków na czas, a mam ich po uszy. Powinnam bardziej skupić się na studiach, lecz sprawy stowarzyszenia, są dla mnie równie ważne. Boję się cokolwiek powierzyć innej osobie, bo nie chcę, aby ktoś pomyślał, że jestem nieogarnięta czy coś.

Moje urodziny coraz bliżej, za mniej niż 3 tygodnie. Coś mi się wydaje, że to będą pierwsze urodziny od 10 roku życia, których nie będę planować. Co będzie to będzie.

Nawiązując do tytułu. Mam już po dziurki w nosie flirtów. Chcę poznać faceta, któremu spodobam się z wzajemnością i którego nie zniechęci mój wiek. Jak słyszę teksty od innych "jesteś młoda, ciesz się życiem" to już rzygam. Może dla mnie "cieszyć się życiem" oznacza dzielić te lepsze i gorsze momenty życia z jedną osobą, która będzie mi najbardziej bliska ze wszystkich przyjaciół. Może dla mnie zwykły flirt jest stratą czasu. Zauroczyłam się w pewnego chłopaka, lecz ten ma zdanie jakie ma o moim wieku. Jest nowy w stowarzyszeniu. Już kiedyś na pewnym meczu się widzieliśmy, ale poznaliśmy się dopiero teraz. Ma wiele irytujących wad, a pomimo to mi się podoba...ł.
Mówi się trudno i żyje się dalej. Z każdym razem coraz mniej ufam ludziom. Gdy otwieram się komuś to często ta druga osoba tego nie docenia. To nic. Po prostu chyba na lepsze wyjdzie mi, jeśli znów zamknę się w sobie. Do tego te stereotypy. Powinnam przemilczeć swój wiek. Bo jeśli człowiek nie wie ile mam lat, to uważa mnie za starszą, traktuje mniej więcej na równi. Lecz gdy poznaje prawdę, to momentalnie zmienia swoje podejście do mnie. Bardzo nie lubię stereotypów.

Muszę w tym tygodniu zrobić mnóstwo rzeczy, ale najpierw powinnam je sobie uporządkować, by wszystko zdążyć. Na tym trzeba się skupić.

Do napisania za tydzień,
Ramta
xoxo





  • awatar Ramta: @ms moth: Stowarzyszenie studentów w Krakowie, baaardzo dziękuję za miłe słowa <3
  • awatar ms moth: Co to te stowarzyszenie? :> Nie bój się kogoś poprosić o pomoc czy wyręczenie w jakiejś sprawie. Każdy czasem tego potrzebuje i już lepiej to zrobić niż potem się stresować i mieć za dużo na głowie. Też nie lubię jak ktoś kieruje się stereotypami... Mam nadzieję, że w końcu znajdziesz kogoś z kim będziesz mogła dzielić wszystkie chwile bez względu na wiek. Trzymaj się cieplutko!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jestem w podróży do Rygi. Bilety kupiłam jeszcze miesiąc temu. Najzabawniejsze jest to, że wtedy jeszcze nie byłam pewna czy zdam wszystkie egzaminy(do których uczyłam się dopiero dzień przed). Tylko z dwóch poprawka była w poniedziałek, a już we wtorek miałam pojechać do Warszawy, by w z rana w środę wsiąść w autobus do jednego z moich ukochanych miast. Nie wiem czy to siła moich próśb, czy moc z jaką wierzyłam, że wszystko mi się uda, bo po prostu powinnam odwiedzić przyjaciół jeszcze zimą, ale udało mi się do wtorku uwinęłam się ze wszystkimi egzaminami.

We wtorek, w dzień wyjazdu do Warszawy, tak jakby cały świat był przeciwko mnie. Na 9.00 byłam umówiona w miejsce X. Z nieznanych mi przyczyn budzik nie obudził mnie o 7 tylko po 8, a babcia zupełnie zapomniała, żeby mnie obudzić w razie czego(to do niej niepodobne). Gdy poszukiwałam adresu miejsca X to internet, ani mój ani wi-fi nie chciał działać, a gdy dzwoniłam z miejsce X to nikt nie odbierał. Po pewnym czasie odebrano, a internet zadziałał, lecz za późno zamówiłam taksówkę. Do tego korki... Spóźniłam się pół godziny. Na szczęście ze wszystkim się wyrobiłam. Jak już wróciłam do domu, to miałam problemy ze zamówieniem biletu na pociąg do WAWY, a potem zaczęło lać. Gdy wyszłam z klatki to taksówka w ogóle podjechała z innej strony i musiałam do niej iść przez deszcz. Do WAWY miał ze mną pojechać tata, mieliśmy iść na strzelnicę, lecz miał awarię w pracy, a nawet jakby pojechał to we wtorek w mieście padało. Pomimo wszystkich przeciwności losu całą i zdrową odebrała mnie znajoma z dworca i mnie u siebie przenocowała.

Jestem tak niezmiernie podekscytowana tym, że spotkam przyjaciół z Łotwy, że w nocy nie mogłam zasnąć przed dwie godziny.

Smutne jest to, że zepsuła mi się tylna kamera w telefonie i jak bardzo bym chciała to nie mogę zrobić zdjęcia tylu rzeczom! Dobrze, że mam kamerkę sportową.

Miałam napisać zadania na zaliczenie w czasie podróży, lecz zamiast tego przespałam większość jazdy...Może uda mi się coś zrobić w ostatnie dwie godzinki nim dotrę na miejsce, a może zrobię je w wolnym czasie już na miejscu...
Ambitnam lecz leniwam.

Do napisania,
xoxo
Ramta







 

 
Sesja prawie zdana. Ten tydzień(jak zresztą i każdy inny) minął super szybko. Codziennie dzieje się mnóstwo rzeczy, lecz akurat w tym tygodniu nie chce mi się opowiadać czegokolwiek. Może poza jakimiś duperelami, krótkimi historyjkami, żartami sytuacyjnymi.

Na przykład w pracy mówią na mnie Mała Pizza, a to dlatego, że mój tata ma przezwisko Pizza. Kolega wymyślił, że lepiej to będzie wołać na mnie Margarita. Zobaczymy czy się przyjmie...
Siedzimy na obiedzie rodzinnym i prowadzę wraz z tatą i babcią rozmowę o studenckich imprezach. Tata doskonale wie, że co jakiś czas bywam na imprezach, natomiast babcia uważa, że jej kochana wnuczka ani trochę nie jest takim imprezowym typem studenta. No więc zabawnie spoglądać na scenę, gdzie babcia opowiada tacie, że ja taka dobra i wzorowa, a tata z pół uśmieszkiem przytakuje.

Walentynki pierwszy raz od 6 lat będę spędzać jako singielka. Mimo to, już rozplanowałam sobie cały dzień, który spędzę z przyjaciółką ze studiów. Mam nadzieję, że będzie równie świetny jak z niejednym chłopakiem.

Krótki post, bo tak jak wspomniałam powyżej, mam wiele wspomnień, które wolę zachować tylko dla siebie.

xoxo
Ramta







 

 
Sesja mnie przygniotła. Tyle roboty w tym czasie, że szok. Egzamin za egzaminem. W poprzednim tygodniu miałam cztery egzaminy dzień po dniu, a w tym mam w środę i w piątek. Poza nauką mam masę zadań ze stowarzyszenia, z koła naukowego, z radia i z harcerstwa. Głupia byłam, bo nawaliłam sobie obowiązków, a teraz nawet czasu dla siebie nie mam i nie wiem za co się wziąć, aby wszystko zrobić w wyznaczonym czasie. Chciałam zrezygnować z koła naukowego- z organizacji wernisażu do Głębi Spojrzenia, ale moje znajomości są potrzebne, więc teraz nie mogę powiedzieć nie, a do tego wizja, że biorę udział w czymś tak fajnym nie pozwala mi odejść z Głębi.

Do pracy chodzę raz w tygodniu i pomimo, że bardzo ją lubię, bardzo lubię ludzi z którymi pracuję, to nie wiążę z nią przyszłości. Teoretycznie nie powinnam mieć problemów ze zmianami w życiu, przecież tyle razy zmieniałam mieszkania, szkoły, klasy, miasta, kraje...A jednak trudno mi się rozstać z obecną pracą.
Momentami płakać mi się chce, bo trudno mi wybrać priorytety w moim życiu, trudno dokonać wyboru...Mam taki chaos w głowie i w życiu...Może ktoś z was zna jakieś sposoby na lepsze zorganizowanie życia?

Tyle myśli kłębi mi się w głowie, a nawet nie potrafię znaleźć czasu na porządne rozmyślenia, na zrobienie porządków w mej głowie...






 

 
Wybaczcie za tygodniowe opóźnienie w postach. Sesja coraz bliżej, nawał nauki, przytłaczająca ilość zadań i masa obowiązków. Ledwo znajduję chwilę, aby spędzić czas ze znajomymi i rodziną.

Co nowego?...
Oprócz tego, że jestem w filarze Impreza w stowarzyszeniu, to dostałam się do tych 'ważniejszych', czyli do HR team- czyli zespół organizacyjny całego stowarzyszenia. Mega się cieszę, co prawda mam więcej obowiązków przez to, lecz więcej się dzieje ciekawych rzeczy. Oprócz tego już wiem, że czeka mnie semestralny warunek z jednego przedmiotu.
W środę byłam w jednym z moich ulubionych klubów - w Teatro Cubano. Było zabawnie. Dj kilka razy prosił mnie do tańca, tańczyłam sama na scenie i trochę dziwnie się czułam, gdy wiele osób na mnie patrzyło, jednak taniec to taniec, ważne, że mi sprawiał radość. Wytańczyłam się ze znajomymi, chwilami czułam się jak „gwiazda wieczoru”, bo bardzo dużo uwagi odczułam ze strony facetów. Nawiązałam nowe znajomości, co prawda przelotne, ale takie „na chwilę” są najciekawsze.
Chłopaka jak nie było tak dalej nie mam. Zaczynam się z tym oswajać, wcześniej przechodziłam z odczucia wolności, do samotności, a obecnie przechodzę do oswojenia z tym. Chyba dopiero po tym jak nauczę się być samowystarczalną i kochać siebie, kiedy zniknie poczucie, że potrzebuję drugiej połówki, że jeśli jej nie ma to nikt mnie nie kocha i czuję się przez to gorsza to chyba dopiero wtedy będę na prawdę gotowa na związek. Niektórzy mówią, że uczucie samotności nie przemija, ale ja mam nadzieję, że nauczę się żyć sama dla siebie. Powoli zanika pragnienie nieustannych flirtów. Czyżby zachodziła we mnie taka duża zmiana?

Odnośnie opowiadania...Miało być, ale czuję, że przeciągnę to do zakończenia sesji.

Lecę się uczyć!
xoxo
Ramta
  • awatar Handlarka Iluzji: Powodzenia na sesji!
  • awatar Gość: Weź to swoje wybujałe ego schowaj do kieszeni.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nienawidzę kiedy napiszę długi post i nagle kliknę nie tam gdzie trzeba i wszystko znika.

Byłam wczoraj na imprezie w Teatro Cubano. Imprezowałam na samych soczkach. Na początku miałam trudności ze swobodnym tańcem, ale potem poszło z górki i bawiłam się równie świetnie jak i z alkoholem. Do 3 zawisałam, a potem wróciłam do akademika. Przed 4 poszłam spać i to był mój błąd...Nie wstałam o 7 i zaspałam na wykład. Co prawda się wyspałam do 15:30, lecz jestem na siebie zła. Następnym razem będę czytać 3h książkę na podłodze w kuchni.
Staram się wypełniać moje noworoczne postanowienie i wyciągać wnioski. Muszę "powrócić" na wydział.

Co do flirtów to były, są i będą. Tylko jak długo. W piątek poznałam fajnego faceta. Spędziłam z nim dwa dni. Bardzo podoba mi się jego osobowość, uwielbiam z nim rozmawiać, ale jednak coś jest nie tak...Chyba boję się związków. Pomimo, że odczuwam samotność, to nie ciągnie mnie do miłości. Może to jeszcze nie czas, a może to ja mam zbyt dużo swoich wymagań co do drugiej osoby. Na imprezie flirtowałam tylko spojrzeniami i to mi wystarczyło. Mam wewnętrzny zaciesz, kiedy facet nie potrafi oderwać ode mnie wzroku, a następnie ja go po prostu olewam. Takie tam moje dziwadła.

Jak już wspominałam ciągnie mnie do vapów. Kusiło, kusiło i w końcu kupiłam sobie Joyetech eGo AIO. Teraz tylko trzeba utrzymać to w sekrecie przed rodzinką... ;P

Dzisiaj bardzo prawdopodobne, że dodam kolejną część Odbicia, więc bądźcie przygotowani...

Ze zdrowiem trochę kiepsko, lecz się nie daję chorobie i leczę nawet najmniejsze objawy przeziębienia.

Do napisania,
xoxo
Ramta


 

 
Nowy Rok spędziłam w Czechach z przyjacielem.
Chciałam wyjechać w góry, ale kolega przyjaciel zaproponował hotel w Ostrawie, zgodziłam się, bo czemu by nie. Podróżować lubię, a w Ostrawie jeszcze nie byłam.

Na miejsce przyjechaliśmy ok godziny 13.00 i poszliśmy zobaczyć miasto. Charakterystyczne dla Ostrawy jest to, że do 18.00 miasto śpi i tylko nielicznych możemy spotkać na ulicach. W drodze powrotne do hotelu kupiliśmy czeskie piwa i absynt na spróbowanie. W pokoju spędziliśmy czas do wieczora prawie do 20.00. Przebraliśmy się sylwestrowo i wyruszyliśmy na ulicę Stodolni. Jest to ulica, na której mieści się mnóstwo barów, restauracji, pubów i klubów.

Chcieliśmy znaleźć fajny klub, ale po obejściu kilku miejsc przypadł nam do gustu pub Dublin. Muzyka była spoko, puszczana z komputera, lecz można było i do niej potańczyć i pogadać. W pewnym momencie zapoznaliśmy się z ekipą Polaków i to z nimi spędziliśmy Sylwestra, aż do 4 rano.

Z przyjacielem jesteśmy na prawdę zadowoleni z tej nocy, ale to co się działo to szok. Postanowiliśmy, że zatrzymamy to dla siebie.*
Po powrocie jeszcze z godzinkę oglądaliśmy serial i poszliśmy spać i zaspaliśmy na śniadanie. Ale nam się pofarciło, bo po wymeldowaniu się, jeszcze pozwolono nam je zjeść. Minus jest taki, że kilka dni wcześniej złapała mnie rwa kulszowa i akurat w dzień wyjazdu zdychałam z bólu. Na szczęście w hotelu mieli leki przeciwbólowe.

Do Krakowa wróciłam o 17.30 i od tamtego czasu jadę na przeciwbólowych. Mam się udać na rozmasowanie kręgosłupa, a następnie będę wykonywać odpowiednie ćwiczenia, aby to się nie nawróciło.

Studia zaczęłam od wczoraj, a dzisiaj przespałam jedne jedyne zajęcia o 8.00 i jestem na siebie wściekła. Zastanawiam się też nad kupnem e-papierosa, gdyż je po prostu uwielbiam i mam dość pożyczania od znajomych.

Na dzisiaj to tyle.
Buziaki,
Ramta

*dla ciekawskich dodam, że nie mówię tu o żadnym seksie, lecz o słowach wypowiedzianych, osobach poznanych itp.







  • awatar Blog Zabójczej Duszy: Czyli fajnie spędziłaś czas (no może nie licząc tych bólów). Ja to co roku praktycznie spędzam sylwester z tymi samymi ludźmi, w tym samym miejscu. No cóż, może za rok się zmieni.
  • awatar malinowa Mi: Muszę też tam się wybrać :) W ogóle muszę gdzieś jechać :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pamiętacie jak kiedyś pisałam opowiadanie? Dla tych co już zapomnieli, lub nie znają go to zapraszam do tagu "Odbicie".

Wszczęłam pisanie. Nareszcie. Po 3 latach. Szok, że to tak szybko minęło. Dodam jeszcze dwie części oraz główne zakończenie, a następnie udostępnię wam w pdf całość, abyście mogli w wolnej chwili przeczytać.

*

Adria siedząc na schodkach przed wejściem do domu głęboko oddychała i wciąż i wciąż odtwarzała w głowie to co się wydarzyło zaledwie parę minut wcześniej. Była na swojej imprezie urodzinowej, kiedy to chcąc odpocząć w samotności weszła do pokoju z lustrem. Zaczęła rozmawiać z Anną z odbicia, która po chwili zaciągnęła ją do siebie. Tu, po drugiej stronie lustra poznała Natana, którego tak właściwie zna od dziecka. On jej naopowiadał o niezbyt dobrych zamiarach Anny i Adria od niego uciekła. Nie chciała uwierzyć, że Anna, jej przyjaciółka, którą zresztą sama wymyśliła, może chcieć dla niej źle… Przecież przyjaciel, życzy drugiemu tylko tego co najlepsze…

Z zamyślenia wyrwała Adrię Anna.
-Hej, wszędzie cię szukam. Gdzie przepadałaś? - Zapytała Annairda.
-Ja?…Eee…Tak rozmawiałam z ludźmi…Wybacz, że bez uprzedzenia odeszłam.
-Ależ nic się nie stało. Myślałam, że ode mnie uciekłaś. - Zaśmiała się Anna. Po tych słowach Adria lekko się przestraszyła. To wcale nie brzmiało jak żart.
-Może pójdziemy tańczyć? - Zachęcała Anna.
-Daj mi jeszcze chwilę, w domu jest bardzo duszno. - Odpowiedziała jej Adria, z nadzieją ponownie odszukać Natana.
-W takim razie do zobaczenia na parkiecie. - Uśmiechnęła się Anna, mrugnęła do przyjaciółki i odeszła.

Natan dalej przesiadywał na huśtawkach i spoglądał na gwiazdy. Wyglądał, jakby na coś czekał. Adria podeszła do niego niepewnie, wciąż głęboko oddychając. Trzęsącymi się dłońmi dotknęła ramienia Natana.
- N…Natan… - powiedziała Adria z wahaniem.
- Tak? Wróciłaś. - Natan uśmiechnął się i odetchnął z ulgą.-
Już myślałem, że zupełnie mi nie wierzysz i uciekłaś ode mnie na zawsze.
- Ja?…Ja nie…To co mówisz brzmi absurdalnie i gdyby nie fakt, że znamy się od dziecka, to bym uznała ciebie za zazdrosnego wariata.
- A fakt, że znajdujemy się w odbiciu realnego życia Ci nie przeszkadza? - Zaśmiał się pod nosem Natan. To pytanie poprawiło humor Adrii.
- Masz rację, to jest bardziej absurdalne niż twoje zdanie o Annie… Jeśli to co mówisz to prawda, to jak masz zamiar się stąd wydostać?
- Jeśliby to było takie łatwie, to już dawno bym się stąd wydostał…Moje odbicie mnie tu sprowadziło, co prawda nie było takie złe jak twoje, ale nie znało drogi powrotnej. Jeśli mam być szczery, to sam się tu „uwięziłem”…
- I na prawdę, nie ma drogi powrotnej? Nie próbowałeś znów przejść przez lustro?
- Próbowałem, ale było już za późno. Przez pierwsze chwile było mi tu na prawdę dobrze. Było tak fajnie, że stało się to dla mnie moją „realnością”, zatraciłem się w tym życiu i po chwili moja wyobraźnia przestała być używana. Moje odbicie zaczęło zanikać, przejście do prawdziwego świata również. Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że to nie jest moje prawdziwe życie, to przejście się zamknęło, lecz ty wciąż miałaś otwarte przejście. Otworzyłaś je w momencie stworzenia Anny.
- Czyli mówisz, że mogę wrócić do domu?
- Tak.
- A co z tobą? Ty tu zostaniesz na zawsze? - Spytała zaniepokojona Adria.
- Ja? Bardzo chciałbym wrócić do domu. Moglibyśmy oboje przejść przez lustro, lecz jest jeden problem…
- Jaki?
- Anna pilnie strzeże przejścia. Moglibyśmy niezauważalnie przejść obok niej, tylko ona nie może mnie zobaczyć, ani przez chwilę.
- Dlaczego?
- Ona wie o moim istnieniu. Wie, że moje odbicie przepadło i tu utknąłem.
- Na pewno jest jakiś sposób, żeby przejść niezauważalnie. - Odpowiedziała Adria. Wzięła Natana za rękę i pociągła za sobą.

Po cichu zaglądnęli przez okno poszukując wzrokiem Annę. Anna wciąż tańczyła na parkiecie. Powoli weszli do domu i zaczęli wychodzić po schodach. Ludzie bawili się całkowicie nie zwracając uwagi na Adrię i Natana. Gdy weszli do pokoju z lustrem szybko zamknęli drzwi i podeszli do zwierciadła. Natan spróbował przeniknąć przez lustro lecz ono go nie przepuszczało.
- Co się dzieje, dlaczego nie działa? - Zapytała wystraszona Adria.
- Coś tu jest nie tak…Czegoś brakuje. - Odpowiedział Natan. - Przypomnij sobie wszystko co się działo w moment przejścia na drugą stronę? Każdy szczegół.
- Nic takiego się nie działo…Było trochę chłodno, bo przed tym odchyliłam zasłony i otworzyłam okno. Nawet było jasno, bo świecił księżyc…
- Księżyc! - Odkrzyknął Natan. - Jego światło dodało magii momentu. - Mówiąc to podbiegł do okna i rozchylił zasłony. Światło księżyca rozświetliło pomieszczenie i migotało w odbiciach lustra.

Natan ponownie dotknął lustra, lecz nie zadziałało.
- Adria, spróbuj ty, może dzięki tobie przejście się otworzy.
Adria powoli podeszła do lustra i go dotknęła. Lustro odbiło jej dotyk jak woda od kropli deszczu. Anna powoli włożyła rękę do odbicia.
- Zadziałało! - Krzyknęła z radości Adria.

W momencie kiedy przejście się otwarło, Annairda poczuła, że coś jest nie tak. Zaczęła szukać Anny na parkiecie, lecz jej nie znalazła i pobiegła na górę do pokoju z lustrem.

- Anna tu idzie! - Powiedział Natan słysząc kroki na schodach. - Musimy czym prędzej przejść.

Adrianna chwyciła mocno za rękę kolegę i przeskoczyła przez próg lustra. W chwilę, kiedy ostatnia noga zanurzała się w odbiciu, do pokoju weszła Anna. Była wściekła, lecz kiedy podeszła do lustra to po drugiej stronie Natan już zasłaniał okna.

*
  • awatar Ramta: cieszę się, że się podoba :) @gość:
  • awatar Gość: Fajnie poczytać, jak głównym bohaterom coś się udaje <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ostatni tydzień przeleżałam w łóżku. W poprzednią środę, tuż przed świętam się rozchorowałam...gorączka i zapalenie węzłów chłonnych. Życie studenckie dało się we znaki. he he
Dzisiaj już czuję się o niebo lepiej, chociaż jeszcze nie do końca wyzdrowiałam.

Święta spędziłam u dziadków, na Wigilii byłam tylko ja, dziadkowie i tata z jego dziewczyną. Pomimo braku środków na prezenty, każdy dostał jakiś upominek. Co prawda nie było śpiewania kolęd, za to ja już się naśpiewałam występując w poprzedni poniedziałek na scenie na Rynku Głównym w Krakowie razem ze stowarzyszeniem studenckim do którego należę.

W niedzielę zaplanowałam nareszcie swój Sylwester. Zaplanowałam go nie pytając nikogo o zdanie. Mam nadzieję, że wszystko wypali i będzie to znakomita noc. Na razie nic nie zdradzam, za to opowiem o nim już w 2017 roku.

Chcę wszystkim złożyć jak najpiękniejsze życzenia na następny rok.
Przede wszystkim mocnego zdrowia, żeby was nie zawodziło. Także aby każdy cel i zadanie, które sobie postawicie, abyście je wypełnili i żeby każde marzenie się spełniło. Nowych przyjaźni i przygód, a starzy przyjaciele, aby pozostali wam wierni, a bliscy, by byli z wami w każdej sekundzie, i w tej złej, i w tej dobrej. Sukcesów we wszystkim, abyście odnaleźli swoją drogę w życiu i aby uśmiech nie schodził wam z twarzy. Mnóstwo energii do działania i miłości. Wiele wiele ciepła i czułości, abyście się nigdy nie czuli samotni.
Szczęśliwego Nowego Roku!

xoxo
Ramta








 

 
Co się dzieje w moim życiu w ostatnich trzech miesiącach?!

Tak nasyconego życia tyloma wydarzeniami i zdarzeniami to jeszcze nie miałam. Tak bardzo nieprzewidywalnego życia jeszcze nie miałam.

Zaskakuje mnie ono bardzo pozytywnie, ale i uczy, że muszę się wziąć w garść i bardziej panować nad tym co planuję, bo często coś wymyka się z pod kontroli i mimo, że mi się to wszystko podoba, to cierpi na tym moja nauka.
Za dużo przyjemności qrwa.
Nie mam chłopaka, ale flirtów nie brakuje. Czasami się rozpędzam i dzieje się to co nie powinno. Dobrze, że kiedyś nauczyłam się kłamać, a i aktorką nie jestem złą, więc potrafię udawać, że z niektórymi ludźmi nic mnie takiego nie łączy. Ależ no powinnam się wziąć w garść.

Tak nauczyłam się planować co do minuty, ale i powinnam się nauczyć dotrzymywać danego SOBIE słowa. Nie to nie, inne plany to inne plany, a nie, że na rzecz przyjemności tu i teraz rezygnuję z innych późniejszych przyjemność.

Mam słabą siłę woli i muszę ją wytrenować, a to będzie źle. Może znacie jakieś ćwiczenia na siłę woli? Bo nastawianie budzika pół godziny przed snem na mnie nie działa.

Co do zdrowia, no muszę przystopować z imprezami. Jak to powiedział jeden z dobrych kolegów, muszę zrobić sobie taki czas na ALL IN EXAMS. Trochę przeziębionam, ale leczę się tym co kiedyś wyczaiłam w aptece i na prawdę pomaga. Jak dobrze, że jestem taką real słowianką, bo dzięki temu nie miewam kaca, ale jednak moje nogi cierpią i ledwo chodzę po imprezowych nocach. Niestety kocham tańczyć.

Jak widać staram się pisać na blogu raz na tydzień. Takie "wygadanie się" korzystnie wpływa na mą psychikę.

xoxo
Ramta







 

 
Nauczyłam się, aby albo nic nie obiecywać, albo robić to jak najrzadziej.

Natłok obowiązków jest ogromny. Właściwie to sama jestem sobie winna. Aby tylko nie myśleć o bzdurach wstąpiłam do różnych społeczności i dlatego cały czas muszę myśleć o postawionych przede mną zadaniach.
Z jednej strony to trudne, bo prawie w ogóle nie mam wolnego czasu i chodzę późno spać. Z drugiej strony to cudownie, kiedy wokół ciebie pojawiło się mnóstwo świetnych ludzi, kiedy zawsze masz co robić, rozwijasz się w różnych kierunkach i nabywasz doświadczenia. Jednak najbardziej cierpi na tym mój organizm, ponieważ nie ma dnia, abym nie wypiła przynajmniej jednej kawy. Jem o różnych porach i w różnej ilości. Zbyt często omijam jakiś wykład lub konserwatorium, a co tydzień bywam na jakiejś imprezie, przez co czasami śpię tylko po 2 godziny.

Co prawda jestem jeszcze bardziej samodzielna, niż te pół roku wcześniej. Stałam się taką busy woman, a zarazem imprezowiczką i wielką zalotnicą.

Pomimo, że natykam się na samych frajerów i czuję się samotnie, to dzięki chmarze zadań przepełnia mnie szczęście i energia do dalszego działania.

Już w ten piątek o 13.13 (fajna godzina c'nie?) będzie można usłyszeć w naszym studenckim radiu http://ujot.fm pierwszy odcinek mojej audycji z newsami. Wielce mnie to cieszy, bo od miesiąca nie mogłam z tym wystartować.

Żyję emanując radością robiąc to co lubię.
 

 
Miewałam momenty, że chciałam zaprzestać prowadzić ten blog. Założyłam go na samym początku nowego rozdziału mego życia- tuż przed przeprowadzką za granicę. Niestety, albo stety jest on mi bardzo bliski i traktuję go jak mój pamiętnik/dzienniczek.

Czteroletni pobyt na Łotwie bardzo mnie zmienił- głównie na lepsze. Dużo się wydarzyło, lecz po powrocie do Krakowa, moje życie zmieniło się jeszcze bardziej.

Z jednej strony moje zachowanie i sposób bycia stał się gorszy, a z drugiej strony czuję się przeszczęśliwa. Minęły dopiero dwa miesiące od rozpoczęcia roku akademickiego, lecz ilość pozytywnych wydarzeń jest ogromna. Ukończyłam kurs przewodnikowski z harcerstwa przygotowujący do bycia instruktorem- opiekunem. Także bardzo udzielam się w życiu studenckim. Jestem bardziej samodzielna- na przykład dla tego, że pracuję od kilku miesięcy(jako kelnerka) i zamieszkuję w akademiku.

Co prawda są sprawy, o których wolałabym nie myśleć, ale wiele zmienia się na lepsze.

Pierwszy raz od 5 lat przez więcej niż dwa miesiące, a dokładnie od pół roku pozostaję singielką. Na początku to sprawiało radość, ponieważ czułam swobodę i nie ciążyło na mnie żadne zobowiązanie co do drugiej osoby- byłam całkowicie wolna. Niestety taki stan nie trwał wiecznie i od jakiegoś miesiąca, a może i więcej odczuwam samotność i coraz częściej zwracam uwagę na zakochane pary.

Postanowiłam sobie, że do następnych wakacji pozostanę singielką. Chcąc nie chcąc ciągnie mnie, by czym prędzej związać się z osobą, która przynajmniej polubi mnie taką jaką jestem; słowiankę z rosyjskim akcentem i nieidealnym polskim, leniwą i wiecznie zabieganą, z głupiutkim śmiechem i kompleksami, wścibską i momentami chaotyczną...tylko, że takiego faceta to ze świecą szukać.
Jak na razie natykam się na przeróżnych chłopaków, ale w każdym jest coś nie tak...Może powinnam zaprzestać poszukiwań i oddać to w ręce losu, przeznaczenia czy przypadku...Niestety flirt jest dla mnie jak narkotyk.

Chciałam, aby ten post był dokładniejszym, bardziej konkretnym i chronologicznie poukładanym "sprawozdaniem" z mojego powrotu do Polski, ale coś mi nie wyszło. Natchnienie bywa nieprzewidywalne.






  • awatar Ramta: @BipolarBear: taak, zapału mi nie brakuje, a co do przypadku beznadziejnego...może i masz rację, że jak miłość przyjdzie to nie powinnam od niej uciekać. Byle by przyszła
  • awatar BipolarBear: Studia są w porządku :) Sama byłam za granicą i jak wróciłam, to ta wiedza aż sama się pcha do głowy. Wszystko chcę wiedzieć i do wszystkiego podchodzę z zapałem :p Haha to widzę, że mamy tu przypadek beznadziejny uzależniony od płci przeciwnej :D ! Nie ma co robić takich postanowień, bo jak miłość się pojawi, to po co się powstrzymywać ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej kochani!

Troszkę się przeliczyłam z czasem i miesiąc później zdaję relacje z zakończenia szkoły średniej oraz z początku wakacji.

Zdałam maturę, ukończyłam szkołę z bardzo dobrą średnią, a dwa dni po komersie przeprowadziłam się na kolejne kilka lat do Polski, do Krakowa.

Od przyjazdu do Polski mam bardzo mieszany nastrój. Z jednej strony czuję się szczęśliwa, a z drugiej strony mam dołka, czasami ryczę bo nie potrafię sobie poradzić z ogromną ilością stresu w ostatnich miesiącach, a kiedy indziej mam wszystko gdzieś.

Zakończenie szkoły średniej było bardzo uroczyste, a odbyło się w poniedziałek 13-go. Część pierwsza-oficjalna odbyła się w szkole i przyszli nasi nauczyciele, dyrekcja szkoły, rodzina i przyjaciele. Najpierw przemawiał dyrektor, przedstawiciel nauczycieli, przedstawiciel rodziców i nasza wychowawczyni. Następnie oddano głos mojej klasie. Pod koniec wychodziliśmy pojedynczo po odebranie dyplomów itp.
Jest u nas taka tradycja, że jak już odbierzemy papiery to zatrzymujemy się na chwilę na środku sali i podchodzą do nas osoby, które chcą nam wręczyć kwiaty, albo jakieś małe upominki.
Byłam bardzo i to bardzo zdziwiona, bo do mnie podeszła największa ilość osób. Naliczyłam 14 osób, ale nie jestem pewna, czy kogoś nie pominęłam...To było takie miłe z ich strony. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że ludzie pałają do mnie taką sympatią. Przyznam, że się wzruszyłam.

Po oficjalnej części, wybraliśmy się na nieoficjalną. Komers spędziliśmy na statku, gdzie byliśmy tylko my(absolwenci), parę naszych przyjaciół, parę rodziców i wychowawczyni. Płynęliśmy trzy godziny- w stronę morza na zachód słońca i z powrotem. Po północy z paroma przyjaciółmi i kolegami z klasy przechadzaliśmy się po mieście, po godzinie 1.00 skakaliśmy na trampolinach, huśtaliśmy się na huśtawkach i rozmawialiśmy. Ok 3.00 wróciłam do domu z przyjaciółką. Chwilę pogadałyśmy i poszłyśmy spać. Rano na śniadanie wstąpił mój najlepszy przyjaciel, a po najedzeniu się przyjaciele wspólnie się ze mną pożegnali i każdy pojechał w swoją stronę.

Z wtorku na środę(dzień wyprowadzki) przyjaciele nalegali, aby spędzić ten czas razem ze mną. Nie miałam wyjścia, więc się zgodziłam. ;P Przyszło na pożegnanie się ze mną 14 osób. Było wspaniale! Po północy z paroma osobami pojechałam do centrum, a po godzinie 3.00 wróciłam do domu. Oczywiście, że beczałam jak się z przyjaciółmi żegnałam, bardzo za nimi tęsknię. No a w środę, przed wyjazdem mój (już były) chłopak przyjechał do mnie i spędził ze mną trochę czasu. Przez cały ten czas ryczeliśmy jak nienormalni.
Na Łotwie poznałam wspaniałych ludzi.

Blog założyłam w czasie przeprowadzki na Łotwę. Te 4 lata minęły jak z bicza strzelił.

W Polsce też się wiele dzieje, ale z mej ojczyzny zdam relacje innym razem.

xoxo
Ramta

PS.:zdjęć z zakończenia szkoły średniej oczekujcie następnym razem








 

 
Witajcie po raz kolejny. Długo mnie nie było, bo dużo się działo.

Świętowałam moje 18 urodziny wraz z grupą moich przyjaciół. Co prawda nie były to takie idealne urodziny, jak sobie wymarzyłam, ale wyciągnęłam parę wniosków. Kolejne urodziny będę organizować wyłącznie sama, a także będę do każdej imprezy podchodzić z nastawieniem, żeby po prostu wspaniale się bawić, a nie żeby wszystko szło po mojej myśli.

Oceny już wystawione, ale jeśli komuś się coś w nich nie podoba, to może je poprawić do końca maja. W piątek, 13-stego, mieliśmy Ostatni Dzwonek, to uroczystość zawzięta z Rosji. W ten dzień 3 gimnazjaliści i 3 licealiści dostają ostatnie oceny, brzmi ich ostatni dzwonek. 2 gimnazjaliści i 2 licealiści żegnają swoich starszych kolegów i koleżanek, a następnie starszoklasiści przychodzą do szkoły już tylko po to, by przygotowywać się do egzaminów.




Teraz zakuwam do matury z matematyki. Może w końcu zrozumiem stereometrię...

Z 14.05 na 15.05 urządziłam razem z dwoma przyjaciółkami girls party z 3 butelkami win i z masą słodyczy. Przegadałyśmy całą noc, zrobiłyśmy masę zdjęć, powróżyłyśmy sobie, pograłyśmy w Uno spin. Ogółem świetnie spędziłyśmy 6 godzin.




Jeszcze w kwietniu było z moja psychiką słabo, ale pozytywna energia już do mnie powróciła.

Uwielbiam kąpać się w wannie. Mogłabym tam spędzać większość swojego czasu. W wodzie staję się oazą spokoju. Czy wy też tak macie?



Kolejny post oczekujcie w pierwszym tygodniu czerwca.

xoxo
Ramta






 

 
Hej kochani!

W ten piątek, czyli w Prima Aprilis(po rosyjsku ten dzień zwie się Dzień Głupców-jakże ironicznie...) odbyła się moja Studniówka. Po godzinie 180 zaczęła się część oficjalna.

W mojej szkole Studniówka jest połączeniem polskich obyczajów oraz łotewskich. Nasz wyjątkowy wieczór był w temacie Hollywood i wyglądał w ten sposób, że zaproszeni rozsiedli się w szkolnej sali koncertowej, a 3 licealiści rozpoczęli przedstawienie z humorem. Przedstawienie było zrobione jakoby do kin wchodzi nowy film. Aktorzy byli głównymi bohaterami z przeróżnych popularnych filmów. Następnie zatańczyliśmy polonez. Po nas na scenę wkroczyła 2 klasa liceum i zaprezentowali krótką scenkę o nas. W komiczny sposób przedstawili każdą osobę z 3 liceum, a potem wręczyli nam małe podarunki. Na zakończenie przedstawiciele naszej klasy wygłosili oficjalną przemowę dla rodziców i nauczycieli.
Po wszystkim część ludzi została na nieoficjalną część, a reszta poszła do domu.

Na nieoficjalnej części tańczyliśmy, rozmawialiśmy, jedliśmy i piliśmy. W szkole siedziałam do północy. Potem pojechałam do Starego Miasta z paczką przyjaciół-tam się przespacerowaliśmy i wesoło spędziliśmy czas w jednym z barów.

No a na koniec parę zdjęć z jakże świetnego wieczoru.










Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Witajcie po raz kolejny!

Od czego by tu zacząć?... To może zacznę od wakacji, o których niewiele wspominałam w ostatnim poście; w czerwcu postanowiłam się porządnie wziąć za siebie i zaczęłam chodzić na siłownię, w lipcu byłam większość czasu na obozie, a potem byłam zajęta korepetycjami z chemii i fizyki, więc dopiero w sierpniu powróciłam na siłownię, ale trwało to zaledwie kilka dni, gdyż musiałam wracać na Łotwę, tu jednakże na siłownię wybrałam się znowu pod koniec grudnia i chodzę tam już miesiąc. Eh...z pieniędzmi jest cienko, więc kolejny raz pójdę tam dopiero za tydzień, bo pieniądze, które miałabym na kolejny karnet wydałam na karnet przyjaciela. Na siłownię nie chodzę sama, a właśnie z owym przyjacielem. Czego tylko nie robi się dla przyjaciół...
Zapewne jesteście ciekawi, po co mi były potrzebne korepetycje w czasie wakacji?... Otóż miałam jakże ambitny plan zaliczenia w czasie wakacji i pierwszego semestru klasy 2 liceum, aby w 2016 ukończyć już klasę 3 liceum, czyli eksternem zdać z 1-ej liceum do 3-ej...i wiecie co? UDAŁO MI SIĘ! Jestem już oficjalnie wpisana na listę klasy 3-ej i zaczęłam poszukiwania sukni na studniówkę i na komers. Powiem wam, że możliwość zdawania eksternem jest dozwolona tylko pod warunkiem, że macie mocny powód do takich poczynań i zaliczanie roku w jeden semestr nie jest aż takie trudne. Dla chcącego nic trudnego, jak to mówią.
Z chłopakiem jestem ponad 2 lata w związku, bywa raz cudownie, a raz do kitu, ale takie dłuższe związki dużo uczą, min.: jak odnajdywać kompromis, dowiaduję się wiele nowego o partnerze, ale i o sobie samej, i staram się zrozumieć czego tak na prawdę chcę w życiu.

Kolejny post możecie oczekiwać w kwietniu, a nawet dwa posty; ze studniówki(która-swoją drogą- wypada u mnie nie 100 dni przed pierwszym egzaminem, a już po 2 egzaminach, a czemu? Bo nasze egzaminy zaczynają się dosyć wcześnie, a mianowicie w środku marca i my najzwyczajniej w świecie, nie zdążyliśmy się przygotować do niej), a drugi post będzie z mojej 18-stki. Chociaż kto wie co mnie najdzie...

Do napisania
xoxo
Ramta

PS.: Dla ciekawskich, jak z moim samopoczuciem? więc wiedzcie, że odczuwam od dłuższego czasu takie spokojne wewnętrzne szczęście, eh właściwie to nic nowego, ale ono weszło na jakiś nowy poziom, bo lepiej radzę sobie z problemami, a może to ja tak szybko się rozwijam jako myśląca istota ludzka...








 

 
Teoretycznie porzuciłam ten blog, ale jednak...naszła mnie ochota powrócic. Oj zmieniam się z dnia na dzień, a ten rok coraz to bardziej i bardziej mnie zadziwia. Zmieniam się, nie tylko ja, ale również inny ludzie i różne sytuacje. Mam bardzo ambitne plany i duże wymagania co do mojej przyszłości. Wiele pragnę zrobic w następnym roku, ale co będzie to będzie. Co do tych wakacji także miałam bardzo duże oczekiwania, lecz moje ambicje nie dały mi całkowicie wypocząc i spotkac się ze wszystkimi przyjaciółmi, których nie widziałam kupę czasu. Co do związków...od roku i 10 miesięcy jestem z tym samym chłopakiem, ale bywa różnie- jak to w związku, tylko, że w naszym to jest dooośc skomplikowane...a może to ja sama wszystko komplikuję, bardzo możliwe... Trudno mi zrozumiec moje uczucia co do niektórych osób, nie mówię tylko o miłości, ale także o przyjaźniach i innych takich. Bo najmniej to znam chyba samą siebie. Często wypieram jakieś myśli, które mogę spokojnie czymś poprzec...chodzi o to, że gdy czegoś chcę w kontakcie z innymi ludźmi, a dzieje się źle, to nie dopuszczam do siebie myśli, że się coś pogarsza, a gdy dzieje się dobrze, to nie chce mi się wierzyc, że moje mini marzenia się spełniają... oj trudno mi samą siebie zrozumiec, a innym tym bardziej trudno jest zrozumiec moją osobę.
Już ostatni rok jestem na Łotwie. Och! Ile się wydarzyło przez ten czas...czasem wydaje mi się, że moje życie to film...niektóre momenty są wręcz takie nierealne. Cieszę, że życie tyle mi daje. Te negatywne momenty wzmacniają, a te pozytywne dodają sił by życ jeszcze lepiej i lepiej.
Zapewne po raz kolejny porzucę mój blog, ale...może kiedyś do niego wrócę...za dzień...za miesiąc...a może i za kilka lat. Kto wie, jakie myśli wpadną do mej tajemniczej głowy...

 

 


Wciągnął mnie serial 'Plotkara'.
Co prawda emitowany był od 2007-2012, ale wtedy wydawał mi się przereklamowanym serialem, tak pospolitym i prostym, że ani trochę nie miałam ochoty, aby oglądnąć choćby jeden odcinek. Moda na niego się skończyła i gdzieś w 2014 roku coraz bardziej chciałam ten serial obejrzeć. W pewnym momencie usiadłam przed laptopem i włączyłam pierwszy odcinek...a następnie drugi...i trzeci... i mnie wciągnęło.
Co prawda nie oglądam go codziennie. Bywało, że i kilka tygodni nie kontynuowałam oglądania, lecz nie mogłam 'żyć bez niego' i obecnie jestem na 6, czyli ostatnim sezonie.

'Plotkara' jest jak narkotyk. To dość skomplikowany serial, a jeśli pomija się więcej niż dwa odcinki to 'wypada się z gry'.
Praktycznie każdy bohater został pokazany z różnych stron.

Oczywiście bohater, do którego negatywne podejście miałam tylko raz i tylko na początku serialu to Chuck Bass. *.*


Częściowo jestem smutna, że jeszcze kilka odcinków i zakończę oglądać ten serial...Ale przynajmniej będę mogła dyskutować z przyjaciółkami na temat każdego sezonu i każdego wydarzenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Olałam pisanie bloga na ponad miesiąc, a poza tym nie miałam weny, ale czuję ogromną potrzebę napisania tutaj czegokolwiek. Wpadłam na pomysł, że podsumować mój 2014 rok.

Powitałam go na wesoło w gronie rodziny, a 1 stycznia spędziłam na odpoczynku- wylegiwaniu się i oglądaniu serialów z kuzynką.

Pierwsza połowa roku była bardzo przyjemna, ale bywały i te złe momenty. Na początku stycznia były nieprzyjemności związane z moim chłopakiem, potem w kwietniu dowiedziałam się, że muszę zdawać egzamin z przedmiotu, którego się nie uczyłam jako tako i w mniej niż dwa miesiące musiałam się go wyuczyć. Rok szkolny zakończyłam jako jedna z lepszych, komers był wspaniały. Wakacje przeminęły szybko, lecz przyjemnie. Z przyjaciółmi spędziłam fajnie noc na dyskotece. Na obozie zaczęłam przygotowania na stopień instruktorski, poznałam wiele świetnych osób. Spotkałam starych dobrych kolegów. W sierpniu zarobiłam pierwsze swoje pieniądze. Pod koniec sierpnia odbyła się nieprzeciętna impreza urodzinowa kolegi z klasy. Pierwsze półrocze 10 klasy(1 liceum) minęło jak z bicza strzelił. W miłości pod koniec roku zaczęło się gorzej dziać, ale potem wszystko się ułożyło. Nawiązałam nowe przyjaźnie. Pojawiły się problemy z nauką. Ponad miesiąc miałam chandrę jesienną, która była dla mnie ciężka do przejścia, ale wyszłam z niej. W czasie chandry w znaczący dla mnie sposób zmieniłam swoje podejście do ludzi, do związku, do rodziny, do mojego życia. Mimo iż jestem w lekkim szoku, że mnie to spotkało, to ta chandra mi się w jakiś sposób przydała.
Wigilię spędziłam rodzinnie, lecz zbytnio nie czułam tej świątecznej atmosfery.

Nowy 2015 rok rozpoczął się bardzo dobrze. W tym roku czeka mnie o wiele więcej wrażeń niż w poprzednim. Odnoszę się do tego trochę ze strachem, a trochę z obojętnością, ale staram się żyć teraźniejszością i nie myśleć o "jutrze".

Życzę wszystkim UDANEGO 2015 ROKU
xoxo
Ramta




 

 
Już trzeci dzień nie piszę w pamiętniku, bo najzwyczajniej w świecie, pod koniec dnia jestem tak padnięta, że nie mam siły i ochoty brać do ręki długopis.

Zmian wiele. Na rozmyślanie o moich problemach nie mam czasu i to co teraz mnie najbardziej zamartwia to nauka.

Przyjaciółka poprosiła o więcej zdjęć przy poście...

















 

 
Nie przypuszczałabym, że i mnie coś złapie.
Od jakiegoś czasu chodziłam trochę nie ta. A od trzech dni, byłam strasznie przybita i beczeć mi się chciało. Przyczyn było wiele. Dziś postanowiłam pójść do szkolnego psychologa. Szczerze porozmawiałam z panią psycholog i to mi bardzo pomogło. Ze szkoły wyszłam już w o wiele lepszym humorze.
Dała mi kilka "zadań domowych" między innymi prowadzic w zeszycie pamiętnik i umówiłyśmy się na następną rozmowę za tydzień, żeby obgadać co się zmieniło itp.

Jedni stwierdzą, że jak człowiek zapłacze to beksa. Ja nie lubię płakać, a tym bardziej pokazywać łez innym, no chyba, że to łzy śmiechu.

Moi znajomi uważają, że ja nigdy nie płaczę(nawet z bólu fizycznego). Gdy pojawia się jakiś duży problem, to po długim czasie, ukrywania, zapominania o wszystkich innych problemach, coś we mnie pęka i wypuszcza na świat cały ból, który starałam się schować. Dopada mnie dołek i nastrój do dupy. Na szczęście dzieje się to max raz w roku.

Już mi lepiej, rozmowa na prawdę mi pomogła.

Bardzo ważne jest mieć najlepszego przyjaciela, z którym można się zobaczyć w każdej chwili, który pomoże i wesprze. Ceńcie takich ludzi i dbajcie o przyjaźń.
 

 
Zaczęła się szkoła, dużo nauki, dodatkowe zajęcia, w dużym stopniu skupiłam się na miłości i przyjaźniach. Często mam zmiany nastroju, chwieję się jak na linie.
W związku jestem ponad rok i to dla mnie bardzo wiele znaczy. Jak nigdy przedtem nie mam pojęcia jak potoczy się moje życie w najbliższych kilku latach. Nie tyle nie wiem jak się potoczy, bo do tego nie mamy 100 procentowej pewności, ja po prostu nie wiem czego chcę, gdzie chcę być i z kim. Staram się nie myśleć o przyszłości i żyć tylko teraźniejszością.

Wszyscy chcą zimę, a ja TYLKO I WYŁĄCZNIE lato. Nie cierpię mrozów, chłodu, mocnego wiatru, kałuży i błota. Ciągnie mnie do łóżka, do ciepełka, do kaloryfera, do Ukochanego.

Wczoraj byłam na koncercie Davida Guetty w Rydze.


Koncert trwał dwie emocjonujące godziny. Było bosko! Poszłam razem z dwoma przyjaciółkami i świetnie się bawiłyśmy! Wspaniały koncert! Cudowne były momenty, kiedy wszyscy razem śpiewaliśmy słowa utworów. On przyciszał muzykę i słychać było tylko głos publiczności. Coś niesamowitego. Było gorąco.
Wszyscy oczywiście wniebowzięci.


Szczerze mówiąc nie wchodziłam tutaj, bo nie wiedziałam o czym mam napisać. Niby chcę zrezygnować z pisania o sobie, a przejść tylko na porady, ale wtedy to już nie będzie ten sam blog...Muszę się jeszcze zastanowić...
 

 
Do końca wakacji pozostało tylko 9 dni! Z jednej strony może się wydawać, że to bardzo mało, a tak na prawdę przez ten czas możemy dużo zrobić. A co? Postanowiłam podać kilka przykładów, jak spędzić ostatnie wakacyjne dni.

1. Zakupy.

2. Spacerowanie i odkrywanie nowych miejsc w swoim mieście, miasteczku czy na wsi.

3. Spotkania z przyjaciółmi! Chyba zalet takich spotkań nie muszę wymieniać.

4. Domowe spa. Dzień odpoczynku i wolnego czasu na zadbanie o siebie w większym stopniu niż na co dzień.

5. Czytanie książek, czasopism, encyklopedii. Pogłębianie swojej wiedzy i powiększanie granic wyobraźni.

6. Uczenie się, przypomnienie sobie tematów, które przerabiało się w minionym roku szkolnym. Lepiej jest wrócić do szkoły po wakacjach z jakąś wiedzą, niżeli żalić się, że się nic nie pamięta.

7. Kino, czy to domowe, czy poza domem.

8. Spotkania z rodziną.

9. Spędzanie czasu na działce. (Oczywiście jeżeli ją posiadamy)

10. Wypad na basen lub do siłowni w ramach dbania o ciało, bieganie.

11. Porządki w domu.

12. Chodzenie do muzeum.

13. Wycieczki do innych miast, krajów.

14. Zajmowanie się swoim hobby, doskonalenie swoich umiejętności.

15. Gotowanie albo w pojedynkę, albo z ukochaną osobą, lub z przyjaciółmi.

16. Opalanie się na plaży, obok basenu, na balkonie, lub w ogródku.

17. Imprezowanie.

18. Pisanie na blogu i czytanie innych blogów.

19. Pójście na pokaz mody.

20. Zapoznawanie się z historią rodziny. Wypytywanie rodziców i dziadków o ich młodość lub sekrety rodzinne, przeglądanie albumów ze zdjęciami.

Myślę, że w jakiś sposób pomogłam.
Miłego dnia!

xoxo
Ramta

 

 
Natknęłam się na youtube na tag pt. "rzeczy, które czynią (moje)życie piękniejszym". Pomyślałam, że to może być ciekawy temat na blog.
A więc zaczynam;

1. Kiedy moja pobudka nie wynika z odgłosów otoczenia(z krzyków rodzeństwa, z budzika, jeżdżących samochodów itp). Kiedy budzę się sama z siebie. Wtedy czuję się wyspana i pełna energii do życia.

2. Kiedy panuje porządek w moim pokoju(przeze mnie zrobiony) to i w mojej głowie jest porządek i od razu jestem weselsza. No i spokojnie ludzie mogą wchodzić do mojego pokoiku.

3. Moje ulubione śniadanie, czyli jajecznica z bazylią i pysznym chlebem.

4. Na co dzień wybieram wskoczyć pod prysznic, niż do wanny, lecz uwielbiam długie, ciepłe, pachnące kąpiele w wannie. Od czasu do czasu sprawiam sobie taki miły prezencik. Zamykam się z w łazience, zapalam świeczki, włączam muzykę, do kąpieli wykorzystuję albo różne sole, albo płyny i rozpływam się w ciepłej wodzie, która pieszczotliwie otula moje ciało.

5. Kiedy cały dzień jest słonecznie, to mam nagły przypływ radości.

6. Mili ludzie przypadkowo spotkani gdzieś na ulicy, w sklepie czy w innych publicznych miejscach. To takie przyjemne kiedy człowiek bez udawania jest dla innych dobry.
Niedawno to mi jakiś facet podziękował, że podzieliłam się z nim pozytywną energią.

7. Bardzo i to bardzo lubię się przytulać z moim chłopakiem. Uwielbiam tak się w niego wtulić, albo zostać przez niego zaskoczona przytulasem. <3

8. Ten moment, kiedy spożywasz coś pysznego, czy to ulubione lody, pyszny obiadek lub dobra pizza. Te sekundy kiedy rozkoszujesz się smakiem.

9. Uliczni artyści. Lubię czasami się zatrzymać i nacieszyć oczy ich talentami i wyczynami.

10. Sok aloesowy to jeden z moich ulubionych napojów. O takiego typu:



11. Zakup książki. Najpierw wchodzę do księgarni i wypatruję ciekawej książki, następnie zwiększam swoje zainteresowanie zaglądając do jej opisu i przyglądając się jej ze wszystkich stron, a następnie kiedy stwierdzę, że to jest to czego szukam to podchodzę do kasy(jak podekscytowane dziecko, które zaraz dostanie zabawkę) i kupuję ją.

12. Cieszę się, kiedy słyszę jakąś piosenkę i nucę pod nosem, lub śpiewam na cały głos z pamięci jej tekst.

13. Od paru miesięcy pokochałam robić coś własnoręcznie. Najbardziej jestem zadowolona, kiedy obdarowuję jakąś bliską mi osobę rzeczą, którą sama zrobiłam/przerobiłam.

14. Przeloty samolotami w pojedynkę. Przede wszystkim z Łotwy do Polski. Już kiedyś pisałam o tym dlaczego to lubię.

15. Sprawia mi przyjemność, kiedy w sklepie znajdę jakąś ciekawą, nietypową albo pożyteczną rzecz. Np.jakiś śliczny notes, albo urocze pudełko lub lusterko.

 

 
Włączam swoją ulubioną muzykę i zaczynam pisać. Nucąc pod nosem słowa piosenek myślę jak dobrać słowa, aby cały post w miarę trzymał się kupy.

Jestem jaka jestem i mogę to zmienić w każdej chwili, ale czy tego chcę to już inna sprawa.

Zwalam winę na innych, a tak na prawdę sama często sprawiam problemy i z niczego potrafię zrobić wielką aferę, lecz coś mi się wydaję, że kobiety tak mają. Faceci są trochę inni, bardziej zwyczajni, nie komplikują tyle rzeczy jak dziewczyny, a my nie możemy się do tego przyzwyczaić i nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo szczerość i prawdomówność wobec siebie może pomóc w związku.
Zaufanie stawiam na pierwszym miejscu. Jeśli kochasz to ufasz. Kochasz i nie boisz się być sobą. Akceptujesz drugiego człowieka takim jakim jest. Jeśli coś podejrzewasz, to pogadaj o tym, albo porządnie się zastanów, czy twoje podejrzenia są słuszne.
Wakacje to wakacje.
W tym czasie robimy zazwyczaj głupie rzeczy, przecież można się zabawić, natomiast z umiarem. Nie stawiaj sobie granic, ale jeśli czujesz się z czymś źle to tego najzwyczajniej w świecie nie rób, bo potem doskonale wiesz, że będziesz się źle czuł i będzie cię gryzło sumienie. Dlatego zaoszczędź sobie to i ciesz się chwilą przy okazji żyjąc godnie z samym sobą.

Jeszcze nie dawno przyparłabym swojego chłopaka do muru, tylko po to aby nie pił alkoholu. Ale po dokładnym zastanowieniu się, zdałam sobie sprawę dlaczego tak bardzo boję się, kiedy mój chłopak ma styczność z alkoholem.
Otóż pod wpływem alkoholu pierwszy raz się całowałam. Całowałam się z chłopakiem, który tak jak ja był pijany. Oczywiście się sobie podobaliśmy, ale to właśnie tylko pod wpływem tej głupiej substancji mówiliśmy co do siebie czujemy. Nie panowaliśmy nad swoimi słowami,a w jakimś stopniu i czynami.
D. ma problem ze zdrowiem przez ten głupi alkohol.
Przez tą używkę on sprawił mi przykrość.
Alkohol głównie kojarzę z negatywnymi uczuciami. Kojarzę ze złym trybem życia, że po nim robi się dziwne rzeczy, a potem są problemy.
Boję się, że pod wpływem alkoholu D.straci panowanie nad tym co robi i dopuści do pocałunku z inną dziewczyną.

Ja wcale nie jestem zła, o to, że on lubi alkohol, tylko mam złe skojarzenia z tą substancją. Nie chcę po raz kolejny czuć się smutna i dlatego się boję tego co może nastąpić. MOŻE, ale NIE musi. To wszystko to wybryk mojej wyobraźni. A niech sobie pije. Nie zdradzi mnie, bo mu wierzę. Jeśli go jakaś dziewczyna pocałuje, to trudno. I tak mi go nie odbierze. Wierzę w naszą miłość. W tym wypadku muszę liczyć na siłę miłości ze strony D., który nie powinien dopuścić do 'zdrady'. Niech pije. Nie jestem jego matką, a wyłącznie dziewczyną, lecz nie mam zamiaru za wszelką cenę troszczyć się o jego zdrowie. Jest facetem i powinien sam dbać o siebie. Ma już 16 lat i spokojnie zdaje sobie sprawę z tego w jaki sposób leczyć swój organizm. Jeśli doprowadzi do pogorszenia swojego stanu to jego sprawa. Albo się wyleczy, albo będzie z tym żył, a ja nie mam nic do gadania. Niech pije. Może kiedyś zda sobie sprawę po co to robi. Może zaprzestanie, może zminimalizuje, a może nic się nie zmieni.

Zobaczę się z nim w przyszłym tygodniu. Czas szybko minie i ani się obejrzę, jak się spotkamy po tej długiej rozłące. Bardzo bym chciała wiedzieć o czym on myśli kiedy nie ma mnie obok niego, ale pozostawię to w spokoju. Jedynie mogę się domyślać, lecz po co? Czym mniej wiem, tym lepiej śpię. POTWIERDZONE w ciągu ostatnich nocy.

Chyba czym bliżej do powrotu do domu, tym bardziej sobie zaprzątam głowę niepotrzebnymi myślami.

Jednym się może wydawać, że to co piszę nie ma najmniejszego sensu, ale ja sobie dzięki temu robię porządki w głowie i coś czuję, że dziś szybciej zasnę, niż na przykład wczoraj.

 

 
Tak mi się nie chce, ale jak już zaczęłam to muszę skończyć. Siedzę i dopracowuję do perfekcji pierwszego posta do mojego nowego bloga o psychologii i życiu. To będzie zupełnie inny blog niż ten. Ten otóż jest prywatny, a tamten będzie o innych osobach, będzie psychologicznie, będą wywiady i jeszcze inne ciekawe rzeczy. Taki blog, do którego będę się musiała poważnie przyłożyć, a każdy post sto razy przemyśleć.

Zrobiłam sobie małą przerwę, a teraz lecę pisać dalej.

xoxo
Ramta
 

 
Od wczoraj mam pracę i jestem z tego bardzo zadowolona.
Po pierwsze- że ją posiadam.
Po drugie- że spoko płacą.
Po trzecie- że mam kontakt z ludźmi.
Po czwarte- że tracę kalorie chodząc większość czasu po mieście.
Po piąte- że mój kontakt z ludźmi w pracy się polepszył.
Po szóste- codziennie spotyka mnie, dzięki temu, że mam taką, a nie inną robotę, coś zabawnego lub miłego.

Jedyny minus jest taki, że jestem potem strasznie śpiąca, wstaję ok.8.00, a potem przez 3 lub 4 godziny 'biegam' po tych wszystkich ulicach.


Zupełnie przypadkowo spotkałam się z pewną druhną z harcerstwa, z którą na obozy jeżdżę. Weszłam do jednego ze sklepów, a za ladą siedzi znajoma mi osoba, aż nagle słyszę "Lena?!". Obie byłyśmy zaskoczone i zadowolone ze spotkania. Wychodząc powiedziałam, że teraz przynajmniej wiem, gdzie pracuje. ;D

Nie wiem czemu, ale zwracam uwagę wielu facetów(takich od 17-25lat)Po prostu często się do mnie uśmiechają, czasami się witają(!?), a kilka razy nawet chcieli się zapoznać... Dziwne, ale miłe.

Ktoś mnie zapytał na co zarabiam, a ja powiedziałam, że na marzenia. On odpowiedział, że marzenia nie mają ceny.


Nie zgadzam się z twierdzeniem, że w związku, rozdzielanie się na więcej niż miesiąc jest korzystne...
Tęsknie za D. bardzo bardzo...Natomiast mam wrażenie, jakby on się już ode mnie odzwyczaił i tak mu nie zależy na naszym związku jak mi. Może przyzwyczaił się do "wolności"?...Staram się dawać mu jak największą wolność...Ale może z tym przesadzam?...Mam wrażenie, że jak znów się spotkamy po wakacjach, to nasz związek, jakby po raz kolejny zacznie się od początku...
Staram się być jak najlepszą dziewczyną, ale nie czuję, żeby mi się udawało...Może to dlatego, że od ponad miesiąca się z D. nie widziałam...Nie chcę go stracić.
Na początku on starał się być przy mnie jak najczęściej, teraz role się odwróciły...Co jeśli ja to spowodowałam? Oczywiście, nie twierdzę, że dziewczyna ma się nie starać w związku, bo ja się staram...Może, aż za bardzo...Ale chciałabym czuć zaangażowanie z jego strony. Wystarczyłoby jakby napisał, lub zadzwonił z pytaniem co u mnie słychać, co dziś porabiałam i że tęskni. To by bardzo polepszyło mój nastrój.

Ja rozumiem, że ma wakacje i większość czasu spędza poza domem, wraz z przyjaciółmi, ja też tak robię, ale wieczorami, mi nie wystarczy, że napiszemy do siebie "cześć" i powiemy, że "jest dobrze" i na tym koniec. Chcę poczuć, że mu zależy. Taak to głupie, bo jak niby na odległość można poczuć, że komuś zależy? Może jakby zechciał popisać dłużej niż przez kilka sekund, albo pogadać przez skype? Cudownie, wręcz wspaniale by było, jakby mu się zechciało przyjechać do mnie do Krakowa. Jest ode mnie tylko 2 godziny dalej i według mnie jest to mało. Ja z Krakowa do Katowic mam 1.5 godziny, albo i mniej i bez problemu się z przyjaciółmi spotykam, albo to oni do mnie przyjeżdżają, ale jeśli D. twierdzi, że dla niego to dużo i mu się nie chce tutaj przyjeżdżać to dlaczego mi by się miało chcieć do niego przyjeżdżać? Zresztą on nawet się nie zapytał czy bym do niego wpadła... Aj niech sobie ma te wakacje, niech odpoczywa ode mnie. Zresztą, jeszcze tylko 12 dni...Aż 12 dni do spotkania.

  • awatar PoprawnyPanM: Co do D... Spróbuj zrozumieć, jak było z M. i czy nie oczekujesz przypadkiem, by D. stał się taki jaki był M.
  • awatar rappeler: mm~świetne jest! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dość długo mnie nie było i za to przepraszam. O kilkanaście dni opóźniam się z postem.

Wakacje spokojnie mijają, jakby w zupełności się nie śpieszyły, a przy tym prawie każdego dnia czymś mnie zaskakują. Są to dość dziwne dla mnie wakacje, ale przyjemne. Czemu dziwne? Są sprawy, które chciałabym zmienić, ale nie mogę oraz wiele zaskakujących i zabawnych sytuacji mnie spotyka.

Odkąd wróciłam z obozu, większość czasu spędzam na chodzeniu po mieście i na zakupach. Zakupiłam aż 4 pomadki do ust 'Baby lips' i nie jestem zadowolona tylko z jednej, a mianowicie z różowej, która ma bardzo jasną barwę, zupełnie nie pasującą do moich malinowych ust, no cóż, zdarzają się nie udane zakupy...



z pomadek powyżej na zdjęciu ukazanych zakupiłam cztery pierwsze od lewej strony. Zielona jest świetna, to tak jakbym miała miętowe usta. Fajne odświeżające uczucie.


Dzisiejszego dnia, zupełnie przypadkowo natknęłam się na lakiery firmy essie i jutro mam zamiar przetestować jeden z nich.

Uwielbiam produkty firmy 'Ziaja'. Dziś zakupiłam kakaowy balsam do ust. Duży plus za zapach, właściwości oraz lekki posmak czekolady.




Jako, że jestem wielbicielką książek, to nie mogło się obyć bez zakupienia tych wspaniałych rzeczy.
Na mojej półce czekają na przeczytanie cztery książki.
Pierwszą z nich jest XIII część 'Pretty Little Liars'


kolejna to "W dżungli podświadomości" Beaty Pawlikowskiej


nie mogło obyć się bez bestseleru "Gwiazd naszych wina" Johna Greena


a dzisiejszeggo dnia zakupiłam "Bóg nigdy nie mruga" Reginy Brett




Do wyjazdu przeczytam dwie lub trzy książki.

Kolejnego wpisu oczekujcie w czwartek.

  • awatar levander: dzięki za radę :)
  • awatar Ramta: @levander: Ale wiele osób tak bardzo je chwali, że postanowiłam spróbować na własnych paznokciach te "świetne" lakiery. ;)
  • awatar levander: Ostatnie zdjęcie świetne! Co do lakierów z essie - są średnie, szybko odpękują.. ale możesz spróbować ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dziś mam wyjazd na obóz pod namiotami. Już trzeci rok jestem harcerką. Z jednej strony nie mogę się doczekać tego obozu, a z drugiej wolałabym zostać w domu. Stęskniłam się za druhami, za młodzieżówką i kolegami z obozu. Z przyjaciółką będziemy miały całą noc, żeby opowiedzieć sobie wszystko co się działo w minionym roku.

Życzcie mi, żeby mnie nic nie pogryzło i żebym wróciła cała i zdrowa.

Uwielbiam ten obóz i jestem wstanie pokłócić się z mamą, żebym tylko w kolejnym roku pojechała także na dwa turnusy. Smuci mnie tylko to, że po raz kolejny omijają mnie urodziny siostry. Ale dobra. Może jak będzie miała 7 lat, to wtedy wrócę wcześniej.

 

 
Mówiłam, że będę w wakacje codziennie pisać na blogu, ale szczerze to albo jestem zajęta, albo mi się nie chce.

W ciągu ostatniego tygodnia widziałam się dwa razy z przyjaciółką z dzieciństwa. Byłam w muzeum Starej Synagodze i pod Sukiennicami. Bardzo fajnie spędziłam sobotę oraz niedzielę.

W sobotę spotkałam się z bardzo dobrym przyjacielem i cztery godzinki spędziliśmy w Rynku, a następnie spotkałam się z tatą i poszliśmy na pizzę. Bardzo lubię spędzać czas z moim tatą. Zawsze znajdujemy wspólny język.

W niedzielę pojechałam z dziadkami do rodziny, do moich kuzynów, z którymi się nie widziałam 5 lub 6 lat. Młodszy(8 lat) mnie praktycznie nie pamiętał, a starszy(15 lat), strasznie się wstydził. Po jakimś czasie poszliśmy do skate parku i starszy z braci się wreszcie przełamał i przestał się wstydzić, a już późnym wieczorem nie chciał nawet,żebym wracała do domu. Przyjemnie spędziłam ten dzień.

Moja kotka wróciła na nasza działkę i skończyła żywot...Ktoś ją otruł. Jakiś idiota. Wielka szkoda, że już jej nie ma bo to była wspaniała kotka. Jak to mówi babcia, Murka przeżyła swoje piękne 11 lat.

Nie mogę się doczekać obozu. Jeszcze tylko trzy dni. Przez 20 dni nie odezwę się tu ani słowem. Tam nie będę miała dostępu do bloga.

 

 
Kurde, nie fajnie...Ludzie, którzy za wszelką cenę starają się być najlepsi, mają niemałe kompleksy i są strasznymi zazdrośnikami...Tak jak moja przyjaciółka od dziecka...Zawsze uważała się za lepszą, przynajmniej tak mi się wydawało...Nie chce mi się gadać za dużo na ten temat, bo jest mi przykro i jeszcze dowiedziałam się, jakie ma o mnie zdanie...Ja, maniura? Kurwa, przepraszam, ale czemu? Dlatego, że jak w poprzednim roku się widziałyśmy, to się odważyłam trochę powiedzieć na swój temat, żeby pomyślała, że też mam fajne życie, że przestałam tylko ją słuchać i być super posłuszną jej? Znam ją od dziecka, ale w życiu bym nie pomyślała, że taka może być zazdrosna...

Moja kotka ma 11 lat, dostałam ją na moje 6 urodziny. Po roku zostawiłam ją pod opiekę dziadków na działce, bo musiałam wyjechać za granicę na wakacje i w domu sama nie mogła zostać. Potem pojawiło mi się uczulenie na nią i tam już została. Od trzech dni nie wróciła na naszą działkę. Wszyscy działkowicze, znają tego kota, bo przecież 9 lat dość często ją widują i jeszcze nigdy jej nikt krzywdy nie zrobił. Ona też jeśli gdzieś wejdzie do cudzego domku, to tylko u jednej kobiety, a tak to ona strasznie nieufna i zawsze szybko na naszą działkę wraca, ale...Ale nie ma po niej śladu już od kilku dni. Babcia mówi, że może kto jej krzywdę zrobił, a ja wierzę, że ona wróci! Musi. Jeśli ma umrzeć to tylko na naszej działce. Łzy mi do oczu napływają, jak myślę, że coś się niedobrego z nią stało. Dziś mam zamiar się przejść po działkach i pytać wszystkich, czy jej nie widzieli. Mam zamiar ją znaleźć. Jak się dowiem, kto jej krzywdę zrobił, to ja zrobię krzywdę temu człowiekowi, obiecuję. Murka jest dla mnie jak rodzina, jest to bardzo mądry kot. I kocham ją nad życie. Musi wrócić.
 

 
Dziś był koncert Remady & Manu-L w Katowicach. Jest radość.
Ale ciii. Jak coś to grzecznie spałam w domu.

Tak bardzo tęsknię za D.
Powiem szczerze, że nawet nie mam zbytniej ochoty spoglądać na innych chłopaków i w głowie mam tylko jednego. Mam ogromną ochotę się do niego przytulić.

Nocowałam u przyjaciółki z piątku na sobotę i było bardzo fajnie.
Tak się cieszę, że ją mam. Ona potrafi mi pomóc, nawet gdy nie zdaję sobie sprawy, że tej pomocy potrzebuję.

To okropne, że z czasem ludzie pokazują jacy na prawdę są. To okropne, że z czasem zdajesz sobie sprawę, jak naiwny byłeś.

Spotkałam po roku moją dobrą przyjaciółkę z gimnazjum i nie zauważyłam radości z jej strony, z tego, że mnie widzi w żywe oczy...To smutne.
Szkoda, że przyjaciółki z którymi chciałam się dziś spotkać były zajęte...Ku mej radości mój dobry przyjaciel, mimo, że siedział w piżamie, gdy do niego zadzwoniłam i nie miał najmniejszej ochoty wychodzić dzisiaj z domu, to w pół godziny się zebrał do kupy i bez moich zbędnych próśb przybył na miejsce spotkania. To jest bardzo miłe, a jeszcze milsze jest to, że powiedział, że ja sprawiłam mu wielką przyjemność tym, że się z nim spotkałam.

Mam już dość egoistycznego zachowania mojej "najlepszej" przyjaciółki z dzieciństwa...Znamy się od najmniejszych lat. Ona doskonale wie, że jestem w Krakowie, na miejscu, ale to zawsze ja dzwonię, aby się umówić na spotkanie. To denerwujące...Nie przestanę przez to i kilka innych niefajnych jej zachowań się z nią przyjaźnić, ale po prostu z roku na rok, mam do niej coraz mniejszą cierpliwość?nie, raczej coraz mniej jestem w jej stosunku super ciepła.

Fajnie było pogadać po roku lub nawet więcej ze starymi znajomymi, którzy cieszyli się na mój widok, tak samo jak ja na ich. Jedna koleżanka z podstawówki, którą 3 lata nie widziałam, to aż krzyknęła na cały głos moje imię, gdy mnie rozpoznała. To było bardzo bardzo miłe. To super, gdy ludzie cieszą się, że cię widzą.